FANDOM


- „Ja”? – spytała Dragunov uśmiechając się szyderczo – To znaczy się kto?

Kalasher poprawił swoją broń i wcelował w agentkę. Ta tylko się uśmiechnęła i splunęła. Kompletnie ignorując Kalashera, spojrzała ponownie na Aracza. Jednak tego już nie było. Nikt nawet nie zauważył, gdy chłopak uciekł kilkanaście metrów dalej. Siedział teraz w kuckach i grzebał nerwowo w ziemi.

- Aracz – zaczął Bow – Co ty tak właściwie robisz?

- Szukam amunicji – odpowiedział zestresowany chłopak.

- Amunicji? – powtórzyła zdziwiona Ins.

- Tia – odpowiedział Aracz.

- Kamieni – wyjaśniła Salai.

- Po kiego grzyba mu kamienie? – warknęła BC.

- Bo to Aracz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Salai.

W tym czasie Aracz zdążył uzbierać garść małych kamyczków. Podszedł bliżej kumpli i stanął naprzeciw Dragunov. Spojrzał z determinacją na wściekłą agentkę. Po chwili z jego gardła wydobył się ryk.

- Żryj kamienie!

Niewielki kamień leciał w stronę dziewczyny. Taj jednak zatrzymała go tuż przed swoją twarzą i zgniotła w proch.

- Jak śmiesz rzucać we mnie kamieniami, marny robaku! – krzyknęła i wycelowała lufę pistoletu w stronę Aracza.

Znowu słychać było huk. Jednak i tym razem Aracz był cały i zdrowy. Kalasher ponownie wystrzelił. Dragunov spojrzała w jego stronę z wściekłością.

- Następnym razem nie spudłuję – warknął, spluwając na ziemię.

- Uuu… - mruknęła Ins – Kalasher koksu…

- Ey, moment – zaczęła Vellox – Skąd mamy niby wiedzieć, że Kalasher to Kalasher? Przecież to może być jakiś inny ziomek z tego świata…

- Jak na beznadziejnego szkodnika jesteś strasznie upierdliwy – warknęła agentka, miażdżąc butem niewielką stokrotkę.

I to był błąd. Kalasher wpadł w furię. Dwoma wielkimi susami znalazł się przy wrogu. Z wściekłością zacisnął pięść i uderzył w twarz agentkę. Ta poleciała w tył, jednak nie upadła. Warknęła i starła krew z wargi.

- Tia – powiedział Dizzy – To z pewnością nasz Kalasher.

- Jedynym szkodnikiem jesteś ty – warknął – Niszcząc przyrodę, niszczysz cały ekosystem. Tylko szkodniki nie wiedzą, że to doprowadzi do śmierci setek tysięcy stworzeń na tej planecie. Ba! Cały świat może zginąć! – ryknął.

- Eee… - mruknęła Samai – Zdeptała tylko jednego kwiatka…

- No i co – krzyknęła Salai – Mamy szansę!

- Na co? – spytała Strange.

- Jak to na co? Na ucieczkę! Kalasher jest wkurzony, zajmie się tą całą… jak jej tam, a my w tym czasie uciekniemy do burdelu.

- Nie chcę cię martwić – zaczęła Strange ze łzami w oczach – Ale to jest kościół…

- Tak wiem – odpowiedziała Vellox, która również już płakała – Ale, gdy tylko wrócimy do naszego świata, postawię wszystkim INS-u

- Nie możemy przecież zostawić tutaj Kalashera – zaczął Dizzy – Przecież on…

- Nikt nie będzię niszczył przyrody, gdy ja tu jestem! – ryczał Kalasher.

Usłyszeli kolejne wybuch i strzały. Spojrzeli w kierunku Kalashera i Dragunov. Dziewczyna niczym Matrix omijała wszystkie strzały. W zastraszającym tempie znalazła się tuż obok Kalashera. Wyciągnęła nóż, celując w twarz chłopaka. Ten w ostatniej chwili zrobił unik i wyciągnął ręce przed siebie.

- Atak sześciu płatków czterolistnej koniczyny! – ryknął, a z jego dłoni wydobyło się jasne światło, które kierowało się z zabójczą prędkością w stronę Dragunov.

- Sześć płatków czterolistnej koniczyny? – spytała Ins – Przecież taka koniczyna ma tylko cztery płatki…

Widząc zaciekłą walkę między Kalasherem a Dragunov, przyjaciele cofnęli się kilka kroków.

- Dobra – zaczął Bow – Chyba sobie da radę.

***

- A więc… - zaczęła Strange – Może ktoś ją ode mnie zabrać?

Wszyscy szli ciemnym korytarzem wewnątrz kościoła. Strange jednak szła tyłem, gdyż wystraszona piratka uczepiła się jej jak rzep psiego ogona.

- Dziewięć planet, dwieście dziewięćdziesiąt cztery kraje, ponad siedem miliardów ludzi, a ty musiałaś doczepić się akurat mnie – warknęła Strange.

- Normal, puść ją – powiedziała Maria.

Wystraszona piratka puściła nową przyjaciółkę i odeszła kilka kroków dalej. Ponownie wszyscy kierowali się w ciszy do…

- Tak właściwie to gdzie idziemy? – spytała Salai.

- Hmm.. Skoro burdel już nie istnieje, a jego miejsce zajął kościół – zaczęła Hajs – To prawdopodobnie mnie tutaj nie ma… Może powinniśmy poszukać gdzie indziej?

- O, jasne! – krzyknęła Salai – Proszę bardzo, jak chcecie tam wracać, to droga wolna.

- Atak dwunastu płatków czterolistnej koniczyny! – usłyszeli zza drzwi wejściowych ryk Kalashera.

- Ale ty mnie denerwujesz, dzieciaku! – ryknęła Dragunov – Zdychaj, marne ścierwo!

- Czy ja serio jestem aż taka wredna? – spytała BC.

- Pamiętaj, że to odwrócony świat – powiedziała Ins.

- Mario – zaczął Bow – Gdzie ty nas prowadzisz?

- Do Komnaty Tajemnic – odpowiedziała.

- Za dużo Harrego Pottera się naczytała – mruknęła cicho Vellox.

- Nie, poważnie – odpowiedziała zdziwiona Maria, zatrzymując się i opierając o trumnę – W Świętym Kościele jest pięć magicznych komnat należących do pięciu magicznych lordów. Komnata Ziemska, Komnata Niebios, Komnata Ciemności, Komnata Krwi i Komnata Tajemnic. Nazwa każdej z komnat zależna jest od prawdziwej prawdy, którą reprezentuje. W każdej komnacie zasiada jeden lord odpowiedzialny za swoją prawdziwą prawdę – powiedziała Maria i spojrzała na nic nierozumiejących kumpli – Tia, po prostu trzymajcie się blisko mnie. W przeciwnym razie możecie trafić do złej komnaty.

- Złej komnaty? – spytała Salai.

- Nom – odpowiedziała Maria, ruszając dalej – Święty Kościół jest jedną wielką pułapką. Myślicie, że czemu każda komnata reprezentuje jakąś prawdziwą prawdę, a nie po prostu prawdę?

- Hę? – spytał nic nierozumiejący Touch.

- Istnieją prawdziwe prawdy i nieprawdziwe prawdy – zaczęła Maria – Prawdziwe to te, które posiadają sprawiedliwą, szlachetną i dobrą moc. Nieprawdzie to te, które wprowadzają w błąd każdego, kto ma z nimi styczność.

- Ale co to są te prawdy? – spytała Ins.

- Prawdy to magiczna energia uwalniana przez wszystkie dusze na planetach – zaczęła Samai – Jednak ktoś musi je kontrolować. Dlatego też powstali lordowie prawd. Zajęli się oni kontrolą najważniejszych i najczystszych prawd, pozostawiając te nieczyste. Te z kolei, nie będąc pod niczyją opieką, oszukują ludzi. Dają im wszystko, czego zapragną. Ale to tylko iluzje.

W korytarzu zapanowała totalna cisza. Nikt nie wiedział, co powinien powiedzieć w obecnej sytuacji. Ale być może to dlatego, że nasi bohaterowie byli zbyt tępi, by zrozumieć cokolwiek.

- Czyli – zaczął powoli Bow – prawdy to w pewnym sensie dusze?

- Tak – odpowiedziała Maria.

- I są złe i dobre prawdy, tak? – spytała Ins.

- Tak.

- I nad każdą dobrą prawdą ktoś sprawuje opiekę? – spytała Salai.

- Nom.

- A te złe są takimi ipkami, co trollują innych? – spytał Dizzy.

- Ta, można tak powiedzieć… - odpowiedziała Maria, zatrzymując się na skrzyżowaniu kilku korytarzy.

W tym samym czasie wszyscy usłyszeli głośny huk. Ściany zadrżały, a wokół pojawił się biały pył. Świece na ścianach zgasły i z łoskotem upadły na podłogę.

- Nie pozwolę, żeby jakiś gbur mnie pokonał – usłyszeli krzyk Dragunov, gdzieś na nad nimi.

- Atak sześćdziesięciu czterech płatków czterolistnej koniczyny – krzyknął Kalasher i gdzieś na dachu coś znowu wybuchło. Słychać było psychiczny śmiech Dragunov i kolejne strzały. Ściany ponownie zadrżały.

- Szybko – ryknęła Madzia – Uciekać.

W tej samej chwili sufit spadł na ziemię w kilku ogromnych kawałkach, tym samym zarywając podłogę.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki