FANDOM


Wszyscy stali w miejscu, nie mogąc nawet poruszyć palcami. To miejsce stawało się z każdą chwilą dziwniejsze i dziwniejsze. Mogliby zrozumieć, że Nowa jest wredna, Serek niedokształcony, Jack pije za dwóch, a Bowser to Bowjogurt. Jednak Samai i Sanity… no tego, to już było dużo za dużo.

- Ajć, Insanity! Tak się stęskniłam – piszczała ucieszona Sanity, która tuliła właśnie Ins.

Jednak po Ins widać było, że nie jest zadowolona. Ba! Wściekłość wręcz malowała się na jej twarzy. Nikt wolał nie wiedzieć, co tak naprawdę chodzi jej po głowie.

- A więc, to tutaj szlajasz się, jak cie nie ma w domu… - warknęła Insu – Hajs, jesteś bogiem tak?

- Nom – odpowiedziała Bananowa.

- No to weź ją zabij.

- Sorki, mój zegarek nie działa w tym świecie.

- Spróbuj! Może się uda – warknęła Insu.

- Hah – pisnęła Sanity – Insanity, ty jak zawsze lubisz się przekomarzać. Boże, jak ja cię lubię! Może później pójdziemy na polanę, pozrywamy trochę kwiatów, zrobimy z nich wianki… Ach, twoi przyjaciele też mogą iść z nami, prawda Samai?

- Tak, z przyjemnością! – krzyknęła druga dziewczyna, której końcówki włosów były różoffe.

- Hę? – spytała Strange – Czekaj no… na jaką polanę?

- Jakie kwiatki? – spytała BC.

- Jakie wianki? – spytała z przerażeniem w oczach Natalia.

- Masz różowe włosy? – wymamrotała Vellox.

- O mój… - zaczął Serek – No nie gadaj, że to klon Salai!

- Ale… bo ja… i ona… różowe włosy… i taka miła… - jąkała się Salai.

- Już – zaczął Dizzy - spokojnie, Salai. To tylko zły sen. Zaraz to wszystko się skończy.

- Ktoś chce cukierka? – ryknęła Hajs i wyciągnęła z kieszeni garść różnokolorowych cukiereczków, od których można byłoby zwymiotować tęczą.

Wszyscy w natychmiastowym tempie rzucili się na dziewczynkę i wyrwali z jej dłoni słodycze. Przez chwilę delektowali się smakiem. Wszyscy, z wyjątkiem Samai, Bezokiego Chucka i Eyelessa, który nadal leżał nieprzytomny. Hajs spojrzała na Samai i podała jej ostatniego cukierka.

- To miło z twojej strony – zaczęła Samai z przyjemnym uśmiechem, od którego robiło się aż niedobrze – Ale chyba będę zmuszona odmówić.

- Dlaczego? – spytała powoli Hajs, odsuwając się od dziewczyny.

- Cóż… Nie chcę cię urazić, ale nie przepadam za słodkimi wyrobami. Tak właściwie, to nigdy nie jem słodyczy. Oczywiście nie znaczy to, iż nie jestem wdzięczna za tak dobry gest z twojej strony.

- Okey… - wymamrotała Hajs i schowała się za Vellox – Mamo, plz… uciekajmy stąd.

Salai nie mogła w to uwierzyć. Ona… Jej klon… Czy to możliwe, aby Samai nie jadła słodyczy? I była miła? I co, może jeszcze jest wegetarianką i nie lubi latać? Phi! To z pewnością nie jest jej klon. Salai rozluźniła się i odetchnęła. Niestety jej spokój znowu został przerwany głośnym piskiem. Wszyscy zatkali uszy i spojrzeli na Samai, która wydawała z siebie niewyobrażalnie wysoki dźwięk.

- Znowu się zaczyna – mruknął Chuck.

- O mój Boże! – krzyczała z przejęciem – On tam jest! On tam jest! Mój ideał! Mój ukochany! Wreszcie się tu zjawił!

- Kto? – spytała uprzejmie Sanity, a po policzkach Ins spłynęła łza rozpaczy – On?

- Tak! – krzyknęła Samai wskazując przed siebie – Właśnie tak!

- Aż boję się odwrócić – mruknęła załamana Salai.

Jednak to zrobiła. Odwróciła się. Ale to był największy błąd w jej życiu, który będzie ją dręczył każdej nocy w koszmarach. Do końca życia.

Oczom naszych bohaterów ukazał się wysoki, szczupły mężczyzna o krótkich czarnych i starannie ułożonych włosach. W świetle słońca co pewien czas połyskiwały zielono-żółte oczy, które chowały się za szkłem okularów. Jego poważny wyraz twarzy kompletnie nie pasował do atmosfery, która panowała w HappyTown. W ręku trzymał coś, co przypominało nożyce do gałęzi.

- Nie – wyjąkała Salai – Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! Nie!

- William! – pisnęła Samai i rzuciła się w ramiona nadciągającego shinigami.

Tego było za wiele. Salai zawarczała głośno i wyciągnęła z kieszeni długi nóż. Rzuciła się w stronę Samai.

- Jak on może ci się podobać?! – ryknęła – Powinnaś go nienawidzić!

Samai spojrzała zdziwiona na Salai, która celowała w jej twarz nóż. Wszyscy byli przerażeni, a równocześnie zafascynowani.

- Będzie niezła jatka – powiedziała z uśmiechem Insanity.

- Oj, nie mów tak – powiedziała przerażona Sanity – Przecież mogą zrobić sobie krzywdę!

- Hah! I o to właśnie chodzi! – ryknęła Ins – Wiesz ile krwi będzie? Ile krzyków? Ile bólu?

- Przestań – pisnęła Sanity – Nie strasz mnie tak!

- Wyobraź sobie te wszystkie wnętrzności… - zaczęła Ins z diabelskim uśmieszkiem.

Tymczasem nóż Salai zatrzymał się niecałe milimetry przed twarzą Samai. Ta pomimo tego, nadal się przyjaźnie uśmiechała.

- Ajć, Salai – powiedziała miłym głosem – Uważaj, możesz komuś zrobić krzywdę.

Salai próbowała wbić nóż w swojego klona, jednak coś ją powstrzymywało. William mocno trzymał jej nadgarstek, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Salai warknęła i drugą ręką sięgnęła po scyzoryk. W mgnieniu oka przystawiła go do gardła Samai, jednak tylko na chwilę. Dziewczyna poczuła, jak coś mocno ją podrzuca do góry. Kątem oka zauważyła jak ostrze Kosy Śmierci szybko kieruje się w stronę jej głowy. W ostatniej chwili ktoś złapał ją w powietrzu. Lądując , spostrzegła, że znajduje się w czyichś ramionach. Czerwono włosy chłopak postawił ją na ziemi i uśmiechnął się, poprawiając okulary. Grell Sutcliff spojrzał na Williama i puścił do niego oczko.

- Ach, Williamie, nie spodziewałem się, że będziesz tutaj… - zaczął.

Salai sapnęła i zrobiła ogromnego facepalma.

- Serio, Grell? – spytała – Ty też?

Shinigami zignorował ją i podszedł do Williama i Samai. Zarzucił czerwonymi włosami i odsunął dziewczynę od swojego ukochanego.

- Momencik – zaczął Dizzy – Co tu robi William T. Spears i Grell Sutcliff? Czy nie powinni być czasem w Czarnym Lokaju?

- Tak, powinniśmy – zaczął z poważną miną William – Jednak panna Jabłkowyhajs sprowadziła nas tu, jako prezent dla panny Samai.

- Czekaj, czekaj… - zaczęła Hajs – Panna Jabłkowyhajs? Serio? Co to za imię jest w ogóle?

William spojrzał na nią z ukosa i poprawił okulary. Hajs popatrzyła na niego lekceważąco i skrzyżowała ręce.

- Co się tak patrzysz? – spytała.

- Panna Jabłkowyhajs jest szanowaną kobietą w HappyTown – powiedział.

- I co, może jeszcze ma własną krainę? – zaśmiała się Bananowa – Niech zgadnę, Kraina Wesołych Jabłek?

- Nic mi o tym nie wiadomo – odpowiedział William – Jednak nie radzę wyśmiewać się z panny Jabłkowyhajs. Jej moc jest niewyobrażalnie ogromna. Przypisuje się jej nawet miano bogini.

- Bogini? – spytała dziewczynka – Meh. Powinna być bogiem, nie boginią. Ale mniejsza…

- Musimy ją znaleźć! – ryknęła Strange.

- Co? Po co? – spytała Vellox.

- Wiesz Strange… Nie chcę nic mówić, ale to – zaczęła Nowa i wskazała na radosną Samai – jest klonem Salai, a to – i tu wskazała na Sanity, która wciąż przytulała Insu – jest klonem Insanity, więc wiesz… Chyba nie chcę wiedzieć jak wygląda Jabłkowyhajs.

- Nie… - zaczął Touch – Ja wiem o co chodzi Strange.

- Tak – wtrącił się Bowser – Ja chyba też.

- Skoro Bananowa jest bogiem… - zaczął Dizzy.

- I może robić wszystko… - kontynuowała Natalia.

- I Jabłkowa też jest bogiem… - wtrąciła się BC.

- I też może wszystko…

- Musimy znaleźć drugą mnie i kazać jej nas stąd wydostać – wyszeptała Hajs.

- To co dzieciaczki, idziemy w miasto na melanż?

Wszyscy zdziwieni spojrzeli na Eyelessa, który zdążył już oprzytomnieć. Jednak był nawalony. I to całkiem nieźle nawalony. Ale przecież Jack nie pije nic, prócz coli, więc jak to możliwe? Wszyscy zmierzyli wzrokiem Chucka.

- No co? – spytał – Tylko troszkę mu dałem tego – wskazał na butelkę rumu, która leżała przy beczce – i troszeczkę tego – i tu wskazał na pustą butelkę po wódce.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki